Widac, że gra była o stawkę. Bo i sam mecz mógł atrakcyjnością zaskoczyc niektórych pasjonatów. Mnie zaskoczył. Spodziewałem się nudnego 0-0, lub jednej bramki dającej puchar. Tutaj natomiast od początku meczu ton grze nadawał Lech, atakując wysokim pressingiem. Co przyniosło efekt. Injac w 28min pokazał, że w ważnych spotkaniach ma dobrze ułożoną nogę i jak kopnie to leci i leci i wpada. Skaba który był tego wieczora dobrze dysponowany tylko musnął piłkę, bo sam chyba się nie spodziewał takiego strzału. Lech w pierwszej połowie dominował. Mógł strzelic i drugą bramkę. Podobnie było na początku drugiej połowy. Wilk zagrywa do Rudnevsa, ten miał chyba dla siebie w tym meczu najlepszą sytuację. Jednak minimalnie przestrzelił. Legia około 60min obudziła się. Bo co mieli do stracenia? Dało to efekt w 66min kiedy Manu. Tak właśnie Portugalczyk. Zdecydował się na strzał, a piłka po nodze jednego z obrońców Lecha wpadła przy słupku. Od tego momentu, chyba pierwszy raz w tej rundzie widziałem zdeterminowaną Legię. Chcieli wygrac. Jednak studząc zapały Lecha i Legii sędzia Gil zakończył regulaminowy czas gry i zarządził dogrywkę. Tam znowu po stuprocentowej sytuacji zmarnowali Hubnik i wprowadzony Mikołajczak. Doszło do rzutów karnych. Wtedy pomyślałem, że Legia wygra ten finał. Wojciech Skaba ma coś do udowodnienia. Po tych ligowych błędach, nagle był mecz który mu wychodził. Natomiast Kotorowski miał już chwilę chwały z Interem Baku w eliminacjach Ligi Mistrzów.
Choc bramkarz Legii wpuścił 4 strzały to tego pierwszego obronił, a że koledzy nie mylili się. To Legia po ten puchar sięgnęła.
Od początku wiadomo było, że będzie jeden wielki przegrany. Nikt chyba po tak fatalnych wynikach obu zespołów nie ważył się typowac tego meczu. Legia minimalnie lepsza. Ale czy na puchary Europejskie będzie przygotowanie i walka jak od 66 minuty w meczu z Lechem? Ja nie wiem co się dzieję w głowach piłkarzy Legii. Przed spotkaniem słyszeliśmy te same słowa powtarzane przez trenera Macieja Skorżę od praktycznie początku sezonu. Tym razem on był zwycięzcą. W Warszawie mają jednak mieszane uczucia.
Pozostaje kwestia kibiców. Ja nie mam zamiaru kibiców nazywac kibolami. Pewnie swoje powody niezadowolenia mają. Mogą nie kibicowac, mogą wykrzykiwac hasła, mogą wnosic transparenty. Racja do tego mają prawo. Kto zabiera im prawo wnoszenia transparentów nie przestrzega praw demokracji.
Ale jakim prawem wyrywają krzesełka i niszczą stadion który nie jest ich własnością? Czy to taki dobry pomysł na walkę z Polskim Związkiem Piłki Nożnej i rządem naszego kraju?
Dziwi mnie ten fakt, zwłaszcza z tego powodu, że praktycznie 90 minut słyszec można było fantastyczny doping.
środa, 4 maja 2011
poniedziałek, 2 maja 2011
Grała Arka, lecz nie do końca spotkania
Obiektywnie patrząc Arka Gdynia pierwszy raz od 3 lat była lepsza w meczu derbowym decydującym o panowaniu w Trójmieście. Jednak i tego meczu nie zdołała zwyciężyc, a było przecież już tak blisko. Labukas podwyższa w 87 minucie na 2-0, po kontrze. I kto uwierzy, że Lechia bez strzału na bramkę w tym momencie meczu strzeli w przeciągu paru minut dwa gole? Kibice w Gdańsku już nawet nie wierzyli. Bo takie sytuację zdarzają się bardzo rzadko w piłce. A zwłaszcza w meczu derbowym, gdzie każdy skrawek murawy powinien byc obstawiony zawodnikiem chętnym do gry. Jednak stało się. Arka grała lepiej 89min meczu. Nawiasem mówiąc, również przedłużała mecz. Po styknięciu się z jakimś graczem Lechii, Gdyński piłkarz leżał na murawie.
To sędziego Piaseckiego zmusiło do przedłużenia spotkania o całe pięc minut. Ale obraz gry się nie zmieniał. W doliczonym czasie gry znów leżało dwóch piłkarzy Arki. Na nieszczęście dla nich sędzia doliczył i ten czas skrupulatnie, a w ostatniej akcji meczu Luka Vucko uciszył stadion drużyny, która w tym meczu zasługiwała na 3 punkty.
Ten mecz potwierdza parę starych prawd, które rządzą naszą klubową piłką w tym sezonie. Ścisk jest, i każdy o coś gra. A to rodzi jak chocby w 24 kolejce nieprzewidywane wyniki. Bo kto chociażby spojrzy na Wisłę i powie przed spotkaniem, że przegra kolejny mecz (dodatkowo ten jeszcze na Reymonta). To nie zdarzyło się już parę lat. Ligę w tym sezonie jest wygrac najłatwiej od wielu wielu długich sezonów. A nikt tej szansy nie chcę wykorzystac.
Mistrz Polski może pozostac królem bez złotej korony. Bo po prostu może byc nim z przypadku. Czego ja wam oraz sobie nie życzę. Bo co to będzie w tych Europejskich Pucharach na lato? Aż strach pomyślec.
To sędziego Piaseckiego zmusiło do przedłużenia spotkania o całe pięc minut. Ale obraz gry się nie zmieniał. W doliczonym czasie gry znów leżało dwóch piłkarzy Arki. Na nieszczęście dla nich sędzia doliczył i ten czas skrupulatnie, a w ostatniej akcji meczu Luka Vucko uciszył stadion drużyny, która w tym meczu zasługiwała na 3 punkty.
Ten mecz potwierdza parę starych prawd, które rządzą naszą klubową piłką w tym sezonie. Ścisk jest, i każdy o coś gra. A to rodzi jak chocby w 24 kolejce nieprzewidywane wyniki. Bo kto chociażby spojrzy na Wisłę i powie przed spotkaniem, że przegra kolejny mecz (dodatkowo ten jeszcze na Reymonta). To nie zdarzyło się już parę lat. Ligę w tym sezonie jest wygrac najłatwiej od wielu wielu długich sezonów. A nikt tej szansy nie chcę wykorzystac.
Mistrz Polski może pozostac królem bez złotej korony. Bo po prostu może byc nim z przypadku. Czego ja wam oraz sobie nie życzę. Bo co to będzie w tych Europejskich Pucharach na lato? Aż strach pomyślec.
Subskrybuj:
Posty (Atom)