piątek, 7 grudnia 2012

Wielkie żale Domenecha


Wypowiedział co go boli. Chyba musiał, bo to co działo się na mundialu w RPA z reprezentacją Francji jest ciężkie do opisania. Czy ta bomba musiała kiedyś wybuchnąć? Moim zdaniem tak.

Mowa oczywiście o Domenechu, który wydał ostatnio książkę "Zupełnie sam". Zawartość to oczyszczenie sumienia. I choć nie wszystko musi być w tej książce prawdą, to daję ona do myślenia. 

Bomba, bo tak można nazwać charakter byłego trenera Francuskiej reprezentacji. Masa zapalników w około, bo takimi ludzmi są młodzi piłkarze Francji, ba możliwe nawet że większość młodych piłkarzy na świecie.

Wróćmy jednak do początku. Czy Francja popełniła błąd zatrudniając na tyle lat, człowieka który łamał nie raz zasady? Czy taki eksperyment z wieloma egoistami w drużynie mógł się udać? Pierwszy raz Domenech podpadł w 1994 roku na mundialu w Stanach Zjednoczonych. Kiedy to sprzedawał bilety na mecz Boliwia - Korea. Niby zamierzłe czasy, lecz dziennikarze pamiętają.

Cztery lata później nadszedł czas Francuskiego testu zdanego na 5 z plusem. Narodziła się era Francuskiego futbolu. Ich pięć minut. Dream Team który nie tylko wygrał mundial w 1998 roku, ale również mistrzostwa Europy dwa lata później. Raimmond święcił wtedy sukcesy z reprezentacjami młodzieżowymi Francji. 

I tu nagle po Euro 2004, dostał posadę pierwszego selekcjonera. Kibice we Francji nie byli zachwyceni. Jak mieli być, kiedy to ich drużyna przestała być potęgą. Odpadła w 2002 roku już w fazie grupowej, przegrywająć na otwarcie z Senegalem 0-1, a na Euro 2004 udało się tylko dojść do ćwiercfinału. Wyniki w eliminacjach nie broniły też Domenecha. Francja w pierwszych sześciu spotkaniach zaliczyła 4 remisy, pokonując tylko wyjazdowo Wyspy Owcze i Cypr. Selekcjoner wiedząc, że jego decyzję nie dają rezultatów chwycił się deski ratunku. Ludzi którzy grali na mundialu w 1998 roku na czele z Zidanem.

Mundial też nie przebiegł obiecująco, Francuzi obudzili się dopiero w trzecim meczu z debiutantem, reprezentacją Togo. Dało im to awans z drugiego miejsca. Obywatele francuscy dalej w niewielkiej liczbie oglądali mistrzostwa świata w Niemczech. Zastanawia mnie fakt, jaką metamorfozę przeszedł zespół po decydującym meczu grupowym. Czy rządził trener? Czy doświadczeni gracze w szatni? Kto motywował? Z sześciu goli w fazie pucharowej, pięć było autorstwa piłkarzy ze starego zespołu mistrzów globu. 3 gole strzelił Zidane, 1 Vieira i jednego Henry. Tylko jednego dołożyła przyszłość Francuskiego futbolu Frank Ribery. 

Co prawda mistrzostwo też odebrał piłkarz starego zaciągu David Trezeguet trafiając w poprzeczkę przy konkursie rzutów karnych. Ale nagle Domenech osiągnął sukces z reprezentacją, był wicemistrzem Świata. 

Po kolejnym Euro, utrzymał posadę i wiedząc że ludzie ze starego składu w większości pokończyli kariery, zabrał się do budowania nowego zespołu. Po falstarcie z Austrią, przegranym spotkaniu 1-3, na koniec grupy byli punkt za Serbami mieli grać w barażach. Baraż z Irlandią. Gallas strzela w końcówce drugiego decydującego meczu wyrównującego gola dla Francji, po ewidentnym zagraniu ręką podającego Henry. Tyle co miał do powiedzenia Domenech "Nie spałem dwa dni. Dopiero teraz powoli odreagowuję. Nie jesteśmy oszustami. Skorzystaliśmy jedynie na błędzie arbitra"

Los chciał jednak ukarać ten egoizm piłkarzy i trenera. A zaczęło się od doświadczonego Anelki który skrytykował taktykę w przerwie meczu z Meksykiem. Bunt podniósł cały zespół. Domenech był przegrany na całej linii. Na koniec nie podał ręki trenerowi gospodarzy po przegranym meczu i blamażu w całym afrykańskim mundialu. Tylko dlatego, że słyszał z mediów o krytyce względem awansu do mistrzostw reprezentacji Francji. 

Nie będę już przytaczał wszystkich obelg w stronę piłkarzy podanych w książce "Zupełnie sam", ale można skojarzyć jedną myśl Domenecha. Dziwi się on czemu młodzi piłkarze dostają tak duże sumy pieniędzy za grę, a młodzi milionerzy często korzystają z pomocy psychologów gdy wygrywają fortunę na loterii. Nie twierdzę, wielu młodych piłkarzy ma wodę sodową w głowie wraz z pierwszym poważnym kontraktem. Tylko co na to Domenech który za awans przy pomocy ręki Thierrego Henry-ego zarobił 826 222 euro. Słowa podsumowujące wypowiedział po klęsce, człowiek który załatwił mu wicemistrzostwo 4 lata wcześniej, Zinedine Zidane. Po prostu nazwał po imieniu, Trener Domenech to żaden trener.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Gdańska ironia losu

Ta historia to ironia losu. Pamiętny mecz Lechii z Pogonią w Pucharze Polski i skandal na cały kraj. Rasistowskie wybryki, które nie uchodzą w żadnym kraju. Polacy od kilku lat uczą się tej tolerancji względem takich samych ludzi jak my. Kto wtedy myślał że Lechia się tak zmieni i kochany będzie w tym klubie piłkarz o odmiennym kolorze skóry niż większość z nas.

Kolejna ironia losu to transfer Razacka do Lechii. Były zarząd w Ekstraklasie nie odniósł wielkich sukcesów. A to on sprowadził go za niewielkie pieniądze z Rosenborga. I sprawił, że stał się gwiazdą ligi. Zarząd się pogubił, odszedł. A Razack na nowo poczuł się potrzebny. To prawda, że Razack powinien poradzić sobie w silniejszej lidze niż nasza. To prawda, że zapewne stanowiłby o sile przechodząc do Legii. Ale tu chodzi chodzi o coś więcej. O przywiązanie. Może to dziecinne. Bo najczęściej gul takiego przywiązania skakał nam kiedy niektórzy może niedawno, a niektórzy lata temu kończyli szkołę. Żegnali ludzi z którymi często później nie mieli kontaktu.


Czy nie przyjemniej jest budować coś? Coś co jeszcze kilkanaście lat temu było marzeniem kibiców Lechii oddalonym o lata świetlne. Wreszcie budowany jest klub który za kilka lat może stać się siłą. A Razack jest potrzebny jak król na szachownicy. To w oparciu o niego w tym momencie budowany jest skład, który ma jeszcze parę wad lecz idzie w dobrym kierunku.


Marek Jóźwiak mówi, że w Legii miałby z kim grać. Racja, miałby. Ale w Lechii powoli też zaczyna się gra. Bo doszedł i ciekawy Ricardinho i Machaj w formie umie zagrać na jeden kontakt, ba Deleu którego bardzo lubię wreszcie poczuł się potrzebny drużynie. Bo idzie młodość przykładowo w postaci Łazaja. Czy jeśli Lechia będzie tak ciekawie dalej budować drużynę, to nie ma szans na coś więcej? Za parę lat role mogą się zamienić. To Lechia może być liderem Ekstraklasy, a Legia okupować piąte miejsce. Bo to nie za nazwę przyznają punkty, a za grę, która klei się gdy atmosfera w drużynie jest przyjacielska i rodzinna.


Wracając do Razacka. Jedni kibice lubią go bo daję im wiele radości swoją grą, inni za szczerość i uśmiech. W każdym kraju życzliwość ludzi przeplata się z niezadowoleniem. Więc zrozumiem jeśli odejdzie, ale będzie mi trochę smutno z tego powodu. Bo będę wiedział, że ciężko będzie go zastąpić. Nie tylko na boisku.